2012-01-01 (in Polish)

1
Kwadrans po północy usłyszałem pukanie. Za progiem stała ona - krągła i zielona. "Uff, zdążyłam. Ledwie znalazłam miejsce w teelce.". Rozglądnęła się badawczo. "Piąteeeczka!" - wykrzyknęła, popuszczając z zaworka wysokoprocentowe powietrze. Przez chwilę się zastanawiała, ale potem odepchnęła mnie i ruszyła w stronę balkonu. "Patrz, pałac..." - rozmarzyła się. "Piękny, co? Piąteczkaaa!". "Czym ty właściwie jesteś?" - spytałem. "Jestem... szczęściem nowego roku... Ekhm, tak.". Posmutniała i sapnęła, jej jak dotąd gładka powierzchnia nieco się pomarszczyła, a język zaczął plątać: "Ej, psyjacjelu, dopompowałbyś, co?". Dostrzegłszy zawahanie, dodała: "Wy byście chcjeli mieć scęście psez cały rok, ale jak tseba pomóc, to wielkie sdziwienie!".

Nie tu i nie teraz - Michael Fried (in Polish)

Michaela Frieda spojrzenie na sztuki plastyczne i fotografię.

Michael Fried, wybitny amerykański krytyk sztuki i wykładowca na Uniwersytecie Johna Hopkinsa w Baltimore, podczas krakowskiego Conrad Festival podzielił się z publicznością zgromadzoną w Muzeum Sztuki Współczesnej „MOCAK” swoimi rozważaniami na temat - jak je określa - „teatralności” i „zaabsorbowania” w sztukach plastycznych i fotografii. „Teatralność” odnajduje w nurcie minimalizmu, a „zaabsorbowanie” w malarstwie osiemnastowiecznym, potem impresjonistycznym, a współcześnie w pracach niektórych fotografów.

(download)
1. "Chłopiec ustawiający domek z kart" - Jean Chardin, 2. "Mężczyzna naprawiający odwilżacz" - fotografia autora

Nauczyciel Frieda, Clement Greenberg, w znanym eseju pt. „Awangarda i kicz” (1939) udowadniał, że sztuka awangardowa i wysoki modernizm przeciwstawiają się „kiczowi”, jak nazywał prymitywizację kultury w czasach konsumpcjonizmu. Dzieła epoki wysokiego modernizmu cechują się prostotą i oszczędnością, wciąż jednak możemy powiedzieć, że istnieje określona ich wymowa, właściwa interpretacja. Następujący później minimalizm jest już jednak całkowicie subiektywny - nie ma jednej, poprawnej interpretacji dzieła, nie ma określonego klucza, dzieła nie można „zrozumieć”, można mieć co najwyżej związane z nim wrażenia.

Minimalizm - powie Fried - dostarcza jedynie efektownych, płytkich doświadczeń („teatralność”), nie oferując widzowi właściwego przeżycia estetycznego, a ponieważ jest wyzuty z treści, nie inspiruje do poszukiwania i pozostawia widza w jego zwykłym, nie-transcendentalnym, świecie. Sztuka powinna natomiast zabierać nas, wręcz „wciągać”, w niedostępne na codzień obszary.

„Teatralność” przeciwstawia Fried „zaabsorbowaniu”, które ma szansę istnieć dopóty, dopóki widz nie uzmysławia sobie aktu obserwacji, nie zastanawia się nad tym, że jest widzem. Jakie okoliczności temu sprzyjają? Postacie uwiecznione na obrazach bądź fotografiach same muszą sprawiać wrażenie takiego zaabsorbowania jakimś wydarzeniem czy czynnością, byśmy nie podejrzewali ich nawet o to, że mogłyby być świadome naszej obecności. Ślady takich zabiegów odszukał Fried w malarstwie XVIII wieku, a potem w impresjonizmie.

Na obrazie „Chłopiec ustawiający domek z kart” Chardina widzimy osobę całkowicie pochłoniętą wykonywaną czynnością, nieświadomą otoczenia, a przez to i bycia postrzeganą. Podobnie – mówi Fried – w sztukach Diderota aktorzy starają się grać tak, by publiczność miała wrażenie, że podgląda zajęte sobą postacie (czyż nie przywodzi to na myśl programów „reality show”?).

Kolejne przykłady opisywanego przez siebie zjawiska znajduje badacz w „Przysiędze Horacjuszy” Davide’a, „Barze w Folies-Bergère” Maneta (kelnerka patrzy na nas, czy kogoś stojącego obok?) czy „Tratwie Meduzy” Géricault (daleko, daleko w tle znajduje się ledwie widoczny, malutki stateczek, który skupia całą uwagę wycieńczonych rozbitków, pozwalając nam pozostać w cieniu).

Renesans tego podejścia obserwuje Fried we współczesnej fotografii („Why Photography Matters as Art as Never Before”, 2008), wskazując na twórców realizujących zdjęcia wielkoformatowe. Szczególnie skupia się na pracach kanadyjskiego fotografa, Jeffa Walla. „Morning cleaning” przedstawia mężczyznę myjącego szyby w przestronnym pokoju oświetlonym wschodzącym słońcem. Zdjęcie sprawia wrażenie spontanicznego, choć w rzeczywistości zostało - jak większość dzieł artysty - starannie zaplanowane. Wall, by w sposób doskonały zarejestrować ów obraz, potrzebował kilku dni – sprzątacz musiał więc uczestniczyć w pracy fotografa.

Na fotografii „Men waiting” widzimy mężczyzn oczekujących na otwarcie biura pośrednictwa pracy. Wyglądają zupełnie zwyczajnie, a jednak zostali opłaceni i rozstawieni w wybranych przez artystę miejscach. Prace Walla nie są „szczere”, mają jedynie wyglądać na tyle wiarygodnie, by zawładnąć naszą uwagą.

Widać to jeszcze wyraźniej na zdjęciu „Boy falling from a tree” („Chłopiec spadający z drzewa”), które jest skrzyżowaniem fotografii „snapshotowej”, migawkowej i pracowicie zbudowanego obrazu wielkoformatowego (Wall konstruuje scenę z wielu osobnych kadrów).

Prace Thomasa Strutha z Muzeum Pergamońskiego przypominają zwykłe zdjęcia zwiedzających. Gdy się im jednak lepiej przyjrzymy, dostrzeżemy, że mało kto na tych fotografiach podziwia zgromadzone w muzeum dzieła - większość ludzi zajęta jest rozmową. Nic dziwnego, ponieważ wszyscy oni są znajomymi autora, wynajętymi do stworzenia odpowiednio zbalansowanej kompozycji.

Przykłady te ilustrują przekonanie Michaela Frieda, że w fotografii ważne jest nie tyle odzwierciedlanie rzeczywistości, co zapanowanie nad świadomością widza. Może powinniśmy zagrać w tę grę? W końcu to ona pozwala nam doświadczać niecodziennego, być nie tu i nie teraz.

Tekst ukazał się w grudniowym numerze pisma "PDF".

My class - Rørvig Folkehøjskole

A person with clinical depression, an ex-monk, a vegetarian cook, a ticket seller, an artist, a pensioner, a businessman and a person I can’t really say anything specific about. They were my classmates. How did it happen? It was all thanks to a very special school and a unique educational system ("find det, du er god til" - find what you are good at). Rørvig Folkehøjskole is one of Denmark’s many folk schools.

Birger, a great artist and an eccentric, once said about our mutual friend: "He wanted to leave the school and travel around the world but was back in three days. It must have been a very small world.". Or a very interesting school to go back to.

The full article (in Polish) appeared in the November issue of the PDF magazine of the University of Warsaw.

(download)