Kwadrans po północy usłyszałem pukanie. Za progiem stała ona - krągła i zielona. "Uff, zdążyłam. Ledwie znalazłam miejsce w teelce.". Rozglądnęła się badawczo. "Piąteeeczka!" - wykrzyknęła, popuszczając z zaworka wysokoprocentowe powietrze. Przez chwilę się zastanawiała, ale potem odepchnęła mnie i ruszyła w stronę balkonu. "Patrz, pałac..." - rozmarzyła się. "Piękny, co? Piąteczkaaa!". "Czym ty właściwie jesteś?" - spytałem. "Jestem... szczęściem nowego roku... Ekhm, tak.". Posmutniała i sapnęła, jej jak dotąd gładka powierzchnia nieco się pomarszczyła, a język zaczął plątać: "Ej, psyjacjelu, dopompowałbyś, co?". Dostrzegłszy zawahanie, dodała: "Wy byście chcjeli mieć scęście psez cały rok, ale jak tseba pomóc, to wielkie sdziwienie!".